Strach przed następstwami wirusa COVID-19 zatrząsł rynkami gospodarczymi. Inwestorzy odwrócili się najbardziej ryzykownych instrumentów finansowych. Rekordowe straty ponosiły giełdy we wszystkich częściach świata.

Na wartości zyskuje za to dolar (USD). Po pierwsze dlatego, że podobnie jak frank szwajcarski, jen czy złoto należy do tzw. bezpiecznych przystani, czyli aktywów, na które rośnie popyt inwestorów, gdy na rynkach panuje niepokój.

W przeciwieństwie do dolara nie wszystkie „bezpieczne przystanie” biją rekordy, gdy na świecie dominuje strach przed pandemią. Wspomniane złoto wyceniano już ostatnio na ok. 1.700 USD za uncję, tymczasem dziś, ulegając istotnym wahaniom, kosztowało ok. 1.480 USD za uncję, bo inwestorzy wolą mieć pod ręką gotówkę niż kruszec.

Do obecnego popytu na amerykańską walutę przyczyniła się także Rezerwa Federalna, obniżając stopy procentowe w USA i ogłaszając wart 700 mld dolarów program, z którego 500 mld USD ma przeznaczyć na skup obligacji skarbowych. Podniosło to rentowność amerykańskich obligacji, a tym samym wzbudziło zainteresowanie inwestorów.

Najwyższy indeks w historii

O tym, jak bardzo dolar zyskał na wartości, może świadczyć zestawianie z np. dolarem australijskim, który dziś był najsłabszy w relacji ze swoim amerykańskim odpowiednikiem od 2003 r. Jeszcze gorzej wypada w takim porównaniu funt. Brytyjska waluta jest dziś tak słaba wobec dolara, jak nie była od 1985 r.

Najpełniej aktualną siłę dolara oddaje jego indeks wg światowej agencji Bloomberg, który porównuje notowania amerykańskiej waluty z innymi, w tym także walutami krajów wschodzących, czyli m.in. Polski. Wspomniany indeks wzbił się dziś do najwyższego poziomu od czasu jego utworzenia w 2005 r.

Czy złoty obroni barierę z 2000 r.?

Polska waluta nie należy do instrumentów, którymi inwestorzy interesują się w dobie strachu przed ryzykiem. M.in. dlatego dziś dolar w relacji do złotego jest najsilniejszy od połowy 2016 r., kiedy osiągnął poziom ok. 4,28 zł.

Niemniej jednak do wartości sprzed czterech lat brakuje już tylko kilka groszy. Dalsze utrzymywanie się niepewności w związku z koronawirusem, które raczej w ciągu dwóch miesięcy nie zniknie, może powodować przesuwanie się kursu USD/PLN w stronę szczytów wartości z 2000 r., czyli ok. 4,74 zł, a nawet dalej w kierunku psychologicznej granicy 5,00 zł. Dopóki rynki finansowe nie będą w stanie oszacować, kiedy negatywny wpływ koronawirusa na gospodarki się zakończy, dopóty wzmacniający się dolar i osłabiająca się kondycja złotego mogą pozostać aktualnym tematem i problemem polskiej waluty.

Bartosz Grejner – główny analityk

Kantor wymiany walut on-line Zielona Góra

cinkciarz.pl